Masaż MER

masaż mer
masaż mer

Czasem widzę, że człowiek sobie, a ciało sobie. Robimy masaż MER. Człowiek niby leży i ma się dobrze. Nic nie mówi, oddycha spokojnie, ale ciało przeżywa. Rusza się, jakieś drgaweczki, jakieś drobne ruchy. Potem chcę odsunąć rękę i okazuje się, że ręka ma inny pomysł i chce zostać w tym samym miejscu. Gdy pytam o to leżącego człowieka, ten nic nie wie, w ogóle myślał o czymś innym. Albo innym razem człowiek leży i ma zamiar nic nie robić, a jego ciało wręcz przeciwnie – stara się pomóc masażyście w jego ciężkiej bądź co bądź pracy. I gdy tylko próbuję podnieść rękę albo nogę przesunąć, te części ciała z miejsca same się podnoszą i przesuwają. Ludzie nieraz mówią, że mają silną kontrolę i trudno im puścić, tymczasem ja mam wrażenie, że jest dokładnie odwrotnie. Bo skoro ich ciało robi coś innego, niż było poproszone, to znaczy, że nie mają oni kontroli za grosz nad swym ciałem. Ba, nie mają zbyt mocnego połączenia.

Masaż MER

Dla mnie, to nie tylko praca z konkretnym zamówieniem złożonym przez człowieka. Ten zwykle zgłasza, że coś go boli, albo widzi jakieś ograniczenie w zakresie ruchu. Zbieram te informacje, bo w końcu po to ktoś to zgłasza, żebym coś na to zaradził. Ja natomiast zaczynam wtedy gadać z ciałem. A te ma zwykle inaczej niż człowiek. Ciało ma w swojej pamięci wszystkie zdarzenia, które finalnie dały objaw na zewnątrz. Potrzebuje więc wpierw zaufać, a nie jest to łatwe wobec ogromnej ilości przekroczeń, których na nim dokonano. Ciało nie podda się, tylko dlatego, że ktoś je o to prosi. Potrzebuje wcześniej sprawdzić, czy warunki są bezpieczne. No więc staram się zrobić wszystko, żeby ciało poczuło się bezpiecznie. Sprawdzam, jakie są warunki dookoła, czy jest ciepło, spokojnie, czy nie ma hałasów, które mogłyby budzić niepokój. Potem sprawdzam ze sobą, czy jestem spokojny i zrelaksowany. Człowieka można oszukać, ale ciało znacznie trudniej. Ciało jest wytrenowane w wyczuwaniu zagrożenia. Wreszcie zaczynam dotykać. Spokojnie, powoli, tak, aby nie wzbudzać podejrzeń.

Sesja rozluźniania

I wtedy zaczyna się praca powięziowa. Sesja pytań do ciała i jego odpowiedzi. Każdy dotyk to pytanie o to, co się kryje w tym miejscu, czy można to puścić, czy potrzeba więcej czasu? Pytania bywają różne, czy mogę dotknąć tego miejsca, czy mogę je rozciągnąć, czy mogę je przesunąć? Odpowiedzi są różne, czasem, że tak, czasem nie, a innym razem, że za chwilę, albo może następnym razem.
No więc gadamy tak sobie z ciałem, a człowiek sobie w tym czasie leży i albo odpływa, albo załatwia swoje ważne sprawy na mieście.
Na koniec człowiek wstaje i zauważa, że coś się zmieniło. Że jest lżej, że nie boli, że ruszać się może bardziej i jakoś więcej miejsca jest, więc jest zadowolony.
Ciało zaś doświadczyło kontaktu z kimś, kto je zauważył, kto go posłuchał, kto był uważny na jego „nie”, „poczekaj”, „nie tak szybko”. Ciało też jest zadowolone, bo mogło o czymś opowiedzieć i zostało wysłuchane. I jeśli dojdzie do kolejnej sesji, będzie chciało opowiedzieć o innej historii, albo powie więcej o tej, którą przywołało dziś. I tak wygląda masaż powięziowy MER. Spokojna, acz głęboka praca z człowiekiem i jego ciałem.